Poznać klimaty Japonii


                Jeszcze przed słońcem (a w późno-listopadowy dzionek o to nie trudno) ruszyliśmy do stolicy legendarnego Kraka. My – czyli członkowie kół; plastycznego i fotograficznego Powiatowego Ogniska Pracy Pozaszkolnej przy szkołach SP-3 i SP Palowice zostaliśmy zaproszeni przez naszych opiekunów (Pani Beata Pietrek i Pan Jerzy Kielech) do krakowskiego Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”. Wiele szczegółowych informacji o tej placówce kultury znajdziecie pod oficjalnym adresem https://manggha.pl . Dzięki krótkiej prelekcji wygłoszonej przez Panią Pietrek nabraliśmy apetytu na czekające nas w Muzeum aktywności. Szczególnie ciekawe były dla nas informacje, że jego fundatorem okazał się wybitny polski reżyser Andrzej Wajda, a jednymi z najznamienitszych gości byli cesarz Japonii Akihito i cesarzowa Michiko. Główne zbiory w Muzeum sztuki japońskiej (ponad 15 tys. eksponatów) są spuścizną kolekcji Feliksa „Manggha” Jasieńskiego – dwudziestowiecznego kolekcjonera i znawcy sztuki.

                Przygodę w murach Muzeum zaczęliśmy od zwiedzania wystawy graficznej poświęconej stolicy Japonii. Tokio jest największym 12-sto milionowym miastem i wielką aglomeracją, która w pełnym obszarze liczy nawet 38 mln. mieszkańców. Wystawę mogliśmy zwiedzać w tradycyjnych strojach tego kraju, czyli w kimonach. Atrakcją wystawy były dwa interaktywne „potwory”; nasz „Smok Wawelski” oraz japońska, krwiożercza „Godzilla” . Te, w komitywie, dzięki zdalnemu pulpitowi, nie tylko bardzo groźnie pomrukiwały, ale równie sugestywnie demonstrowały zasadę przyjaźni między naszymi krajami.
Zajrzyj drogi czytelniku, do galerii pokazującej charakterystyczne motywy związane z Tokio, które spotkaliśmy na wystawie.

                Ochłonąwszy ledwie ździebko z wrażeń wielkiego miasta zostaliśmy porwani na multimedialną prelekcję poświęconą Japonii, którą młoda kustoszka oparła na własnych wspomnieniach i materiałach multimedialnych. Z prezentacji wiodącej i obszernych informacji prelegentki dowiedzieliśmy się bardzo wiele o kulturze, zwyczajach, świętach, obrzędach, zabytkach i charakterystycznych miejscach kraju kwitnącej wiśni. Podziwialiśmy miejscowe krajobrazy, zabytki, florę, faunę i ludzi zamieszkujących różne wyspy tego sejsmicznego rejonu. Zapewne wielu z nasz skusi się w przyszłości by odwiedzić Japonię.

                Kolejna atrakcja dla naszych artystycznych dusz to warsztaty „drzeworytnictwa” – charakterystycznej techniki rzeźbiarskiej rozwijanej przez japońskich twórców. Cudzysłów wynika z faktu, że dla bezpieczeństwa zestaw drewniano – dłuciarski zastąpiła, bezpieczniejsza dla uczniów, pianka, w której rzeźbiliśmy ostrymi patyczkami, po to, by ostateczny efekt piankowego „negatywu przenieść na papier z wykorzystaniem farby.

                Po krótkiej przerwie spotkaliśmy się na warsztatach o charakterze kulinarnym. Dowiedzieliśmy się jakie potrawy są typowe dla menu Japończyków,  jaka etykieta towarzyszy spotkaniom towarzyskim i służbowym w lokalach gastronomicznych i jakie unikalne zasady savoir – viwre’u są przestrzegane podczas kontaktów interpersonalnych. Osobną część stanowiła obszerna informacja dotycząca rodzajów herbaty wraz z jej degustacją. Największą wszak frajdą, tej część naszej aktywności, okazała się nauka korzystania z drewnianych patyczków – typowych japońskich sztućców. Na zakończenie pobytu w Muzeum „Manggha” zakupiliśmy klimatyczne pamiątki w sąsiednim budynku tzn. galerio – kawiarni.


_Z011052JPG  

Dysponując odrobiną wolnego czasu, w odniesieniu do harmonogramu wycieczki, zdecydowaliśmy się na spacer po Krakowie, zahaczając o podwawelski deptak z jego stróżem – rzeźbą Wawelskiego Smoka i kierując się oświetlanymi już sztucznym światłem uliczkami do sklepu tematycznie dedykowanemu subkulturze japońskiej.

Autostrada w drodze powrotnej okazała się bardzo niegościnna. Na szczęście przytomna reakcja naszego kierowcy uchroniła nas od stania w gigantycznym korku. Objazd, dziwnym trafem, przebiegał w pobliżu baru szybkiej obsługi McDonald's. Obiecując opiekunom trzymanie się wyłącznie zdrowego „jedzonka”, ulegliśmy jednak … nieco, fast-food-owym smakołykom. Po 13-stu godzinach wycieczka dobiegła szczęśliwego finału. Warto było – uwierzcie.                                                Opracowano na podstawie artykułu Igora Szczęsnego – ucznia klasy VIC SP - 3



IMG_20191120_104000jpgIMG_20191120_103947jpg